Przejdź do głównej zawartości

Andżelika

Zanim przyszła na świat, jej rodzice podjęli bardzo nietypową decyzję. Wcześniej długo się nad nią zastanawiali oraz analizowali wszystkie za i przeciw.
- Czy myślisz, że właśnie tak należy postąpić? Uważasz, że to dobry pomysł? - ojciec miał wątpliwości.
- Tak, to najlepsze, co możemy zrobić. Zobaczysz, że kiedyś będzie nam za to wdzięczny... albo wdzięczna.
- Ale... czy nie sądzisz, że dziecko powinno zostać tutaj z nami? 
- Nie, nie powinno. Będzie mieć najpiękniejsze dzieciństwo, jakie tylko można sobie wymarzyć. Już ja tego dopilnuję! - rzekła stanowczo matka.
- No może masz i rację... W końcu ty wiesz, co dla niego najlepsze.

Opowiadania blogspot

Jak postanowili, tak też zrobili. Kiedy tylko dziecko przyszło na świat, zabrali je awionetką wysoko do chmur. Wśród chmur dziecko zaczęło rozglądać się trochę z ciekawością, a trochę z obawą. Tak samo zaczął rozglądać się ojciec:
- Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Może jednak w domu będzie jej lepiej?
- Damy jej na imię Andżelika - matka zdawała się nie słyszeć zadanego przed chwilą pytania.
- Tak, Andżelika to ładne imię - ojciec zauważył, że jego zdanie nie ma znaczenia, więc skapitulował kompletnie.

Po kilku długich minutach rodzice pożegnali się z noworodkiem i odlecieli awionetką z powrotem na ziemię. Po drodze słyszeli tylko głośny zawodzący płacz, mimo to nie zamierzali zawracać.

Andżelika płakała jeszcze przez wiele dni, aż w końcu poczuła, że najzwyczajniej w świecie została porzucona i nic już się nie da z tym zrobić. Nie było jednak aż tak źle, gdyż rodzice zostawili jej zapasy mleka i innego smacznego pożywienia na zapas. Miała więc zapewniony byt i głód jej nie doskwierał. W dodatku miała też podręczniki i zabawki, więc edukację w podstawowym zakresie również miała zapewnioną.

Lata mijały spokojnie, Andżelika bardzo dobrze czuła się wśród chmur. Otulały ją, pocieszały, lubiła się do nich tulić. Były miękkie, lekkie i pachnące, zapewniały jej poczucie bezpieczeństwa. Emanował od nich niezwykły spokój. Czuła błogość.

Niekiedy lubiła po nich skakać, a one znosiły to cierpliwie. Były takie kochane... i ona też czuła się przez nie kochana.

Nie wiedziała, że pod chmurami istnieje jakiś inny świat: ziemski świat. Znała tylko miękkość i przyjemną lekkość, jaką dawały jej chmury na niebie. Nie wiedziała, że coś tam ukrywa się pod spodem.

Niektóre z chmur ją rozśmieszały: latały w kółko i przyjmowały różne śmieszne kształty. Przypominały zwierzaczki z książeczek dla dzieci. Ciekawe, czy te zwierzaczki naprawdę istnieją? A jeśli tak, to gdzie? Gdzieś wyżej?

Bywały takie dni, gdy lubiła robić sobie śpiwór z jednej wybranej chmurki. Wyglądała wtedy, jakby była w kokonie. I tak też się czuła, co bardzo jej odpowiadało.

Ogólnie była bardzo szczęśliwa. Czuła się bezpieczna, kochana, opiekowana. Lubiła przytulać się do chmur, a one do niej. Lata mijały bez zbędnego stresu i pośpiechu.

Pewnego razu stało się coś dziwnego. Andżelika jak zwykle leżała na jednej z chmur i liczyła pozostałe chmury, gdy nagle ze zdziwieniem zauważyła, iż chmura, na której leży, co jakiś czas znacznie się obniża. Najpierw myślała, że jej się tylko tak wydaje, ale jednak nie! Ona naprawdę była coraz niżej i niżej. O co chodzi?

Chciała wspiąć się na inną z chmur, ale było już za późno. Chmura przesuwała się zbyt szybko, a Andżelika zorientowała się zbyt późno. Jak do tego doszło? Spojrzała się na swoje dorosłe ciało i już wiedziała: chmury są bardzo lekkie i nie są w stanie już utrzymać jej ciężaru. Urosła, dojrzała, wydoroślała i... po prostu stała się za ciężka. Co teraz będzie? Dokąd teraz trafi? Bała się, że donikąd.

Chmura obniżała się i obniżała, aż zaczęła się rozpuszczać - po czym kompletnie znikła. Andżelika nie miała już na czym się utrzymać, więc zaczęła lecieć z krzykiem w dół.

W pewnej chwili uderzyła o coś twardego. Zabolało - dziwne uczucie, którego nigdy wcześniej nie zaznała. Bolało ją wszystko, bolała ją cała ona. Ała, ała! Czemu musiała doświadczyć tak okropnego uczucia? I w ogóle jakie to było twarde: kompletne przeciwieństwo miękkich chmur.

Ale zaraz... gdzie ona właściwie się znalazła? I o co właściwie uderzyła? Jakoś tak twardo pod stopami, twarde zwarte podłoże. No i dalej bolało, niechże w końcu przestanie!

Zaczęła iść po tym twardym podłożu, chociaż sama nie wiedziała, dokąd zmierza i w jakim ma podążać kierunku. Po chwili od tego twardego terenu zaczęły boleć ją wszystkie mięśnie. Tyle bólu naraz? I tyle niewiadomych? No bo dalej nie wiedziała, gdzie właściwie teraz jest.

Szła i szła, i była coraz bardziej obolała i wyczerpana. Zmęczenie stało się ponad jej siły - musiała wreszcie odpocząć na czymś miękkim. Znalazła jakąś ławkę - o, może tu? Usiadła, lecz ławka również była twarda i nieprzyjemna. Zaczęła odczuwać tęsknotę za "swoimi" chmurami i rozpłakała się z bezradności. Głowa pulsowała jej jak szalona, tak jakby ktoś założył jej obręcz na głowę i rytmicznie przyciskał. Co za okropne uczucie! Przeokropne! Coś od zewnątrz uciskało i gniotło czaszkę, niech w końcu przestanie!

W pewnym momencie obok Andżeliki przeszły dwie dziewczyny. Spojrzały się na nią z nieukrywanym rozbawieniem, a gdy już ją minęły, Andżelika usłyszała fragment rozmowy:
- Ty, ona chyba jakaś psychiczna, coś z nią nie tak!
- No! Mogłyśmy doradzić, że tu niedaleko psychiatryk!

Andżelika poczuła coś bardzo dziwnego. Nie umiała sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, ale zachowanie tych dziewczyn wobec niej zabolało ją o wiele bardziej aniżeli upadek, ucisk i spacer po twardym podłożu. To był ból, którego nie była w stanie znieść. Poczuła ogromną złość na to, że jest niezrozumiana - nigdy wcześniej nie czuła złości, bo nie było takiej potrzeby. Co z tą złością zrobić? Jak się jej pozbyć? No i ból - jak się pozbyć bólu?

Siedziała tak dalej na tej twardej ławce i płakała czując bezradność wobec zaistniałej sytuacji. Kompletnie nie wiedziała, co ma teraz ze sobą zrobić. Dokąd ma iść, gdzie żyć, jak żyć? Ten okropny upierdliwy ból, ta ogromna złość... za dużo tego, za dużo.

Nagle podszedł do niej jakiś chłopak:
- Co ci jest? - zapytał.
- Boli mnie, nie radzę sobie - odpowiedziała szczerze Andżelika, w końcu nie miała nic do stracenia.
- Bardzo cię boli?
- Tak, bardzo. Nie wytrzymam dłużej! Nie wiem nawet, gdzie jestem i jak się tu znalazłam. Nie wiem, co dalej robić, co ze sobą zrobić, jak...
- Spokojnie, bez nerwów - chłopak przerwał jej wywód - Mam coś, co ci pomoże.
- Naprawdę? Co takiego?
- Tabletki na ból.
- One mi pomogą?
- Mnie pomagają już od wielu lat.
- Zrobię wszystko, żeby nie czuć tego bólu!
- Wiem, miałem tak samo. Spadłaś z chmury?
- Tak! Skąd wiesz?
- Bo mnie też to kiedyś spotkało. Byłem obolały i wystraszony, ale po tabletkach wszystko przechodzi.
- Wystraszony? Ja też się boję, tu jest tylu różnych ludzi!
- Nie martw się, po tabletkach wszystko ci minie. I ból, i strach, i gniew.
- Masz je przy sobie? Daj mi je w końcu!
- Masz tutaj kilka opakowań na zapas, ja mam zawsze zapasy leków - chłopak podał Andżelice wychwalane przez siebie specyfiki.
- No nareszcie!
- Tylko pamiętaj, że to się bierze tylko dwie dziennie... Ja muszę już iść, życzę powodzenia i nie przesadź z lekami! - chłopak pożegnał się i odszedł.

Andżelika wzięła zalecone dwie tabletki i... nic. Dalej bolało. Nic, nic i nic, aż w końcu ból zaczął ustępować. Nie czuła bólu, nie czuła strachu, złość minęła i wszystko, co złe, minęło. Błogość... powróciła błogość.

Dni mijały jej bez celu. Żywiła się i ubierała na śmietnikach, jednak przede wszystkim brała po dwie tabletki dziennie - jak w zegarku.

Zegarkiem w zasadzie też nauczyła się posługiwać. Ciekawe urządzonko.

Pewnego dnia połknęła ostatnie dwie tabletki... i co dalej? Co teraz z nią będzie? Zapamiętała nazwę leków i zaczęła chodzić po aptekach pytając się o nie. W każdej z aptek okazywało się, że jej leki są na jakąś tam receptę i w dodatku trzeba za nie zapłacić. To za brak bólu trzeba płacić? No jak to tak?

Przez tydzień bez leków było w porządku, aż w końcu ból powrócił. Znów zaczęła go czuć, wszystko zaczęła czuć. Wszystko powróciło.

Położyła się na trawie i spojrzała w niebo. Chmury płynęły zgrabnie jak zawsze. Poczuła tęsknotę ze zdwojoną siłą i ta podwójna tęsknota bolała ją bardziej niż wszystko inne. Zapragnęła wrócić, jednak wiedziała, że kto raz dotknął ziemi, ten nie może już powrócić do chmur.

Bądź na bieżąco

Introwertyczka na Bloggerze Introwertyczka na Wordpressie Introwertyczka na Weebly Introwertyczka na Facebooku Introwertyczka na Twitterze Introwertyczka na Tumblerze Introwertyczka na Youtube Introwertyczka na Pinterest Introwertyczka na We♥it Introwertyczka na Bloglovin Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Google+ Introwertyczka na Pingerze Introwertyczka na Filmwebie Forum dla Ciebie Introwertyczka na Disqusie Napisz do mnie Subskrybuj blog
Kopiowanie wierszy i opowiadań jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.