Kawoszka

Dawniej lubiła z cukrem, słodzenie wydawało jej się ok. A teraz? Teraz ok jest co innego. Słodzenie zbrzydło.

Czarna, gorzka - taką teraz lubi. Może nie tyle lubi, co spożywa, a raczej przeżywa ją łykami. Kawa jest do przeżywania, a nie do lubienia. Lubić można ten stan tuż po konsumpcji  - teraz już to wie.

Ludzie najczęściej piją kawę z rana... i ona też pod tym względem nie jest wyjątkiem. Szkoda, że tylko pod tym.

Budzi się, patrzy w okno, a za oknem drugi blok zamiast widoku nieba o poranku. To jej przypomina, że jest jedynie mrówką w tłumie. Ziarenkiem piasku na miejskiej betonowej pustyni. Co jest pod tym betonem? Bo coś na pewno być musi.

Myje okno co parę miesięcy, żeby lepiej widzieć to, co jest na zewnątrz. A na zewnątrz są widoczne inne okna, brudne albo czyste - to bez znaczenia. Ktoś jest za tymi oknami, ktoś tam się rusza w blasku sztucznego światła. Ona też jest, tutaj i teraz.

Lubi patrzeć na krzątających się o poranku ludzi. Oni też piją kawę. Kawa jest ponadpodziałowa, ponadmiędzydziałowa. Ponadosiedlowa.

Z samego rana u jednych ciemno, u innych jasno. Ktoś się krząta, a tuż nad nim śpi ktoś. Pod nim, obok - bez znaczenia. Bloki są bezosobowymi zapychaczami miejskiego krajobrazu. Ściany wyznaczają rytm: przestrzeń między nimi porusza się w rytmie rozkładu jazdy autobusów z najbliższego przystanku. Ktoś ma telewizor, ktoś inny nie. A nad tym wszystkim góruje niebo.

Przed poranną kawą czuje się zupełnie nie do życia. Myśli tylko o tych kilku gorzkich łykach dodających witalności. Próbowała kiedyś przeżyć kilka dni bez nich, ale to nie były właściwie spędzone dni. Były zbyt niepełne, czegoś brakowało.


Bywały takie chwile, że jedna kawa o poranku to było dla niej za mało, pragnęła więcej gorzkiej podniebiennej rozkoszy rozpalającej każdy fragment jej zmęczonego ciała. Ciała dorosłego, pragnącego, potrzebującego rozkoszy. Podniebiennej, ale nie tylko podniebiennej.

Nie wiedziała dlaczego, ale każdy łyk gorzkiej kawy przypominał jej o nim. Właśnie o nim! Dziwne.

Spotkali się na kawie bardzo dawno temu. Wtedy po raz pierwszy spróbowała czarnej gorzkiej. I po raz pierwszy spróbowała gorzkiego smaku niedocenionej miłości. Byłaby cała jego, gdyby tylko chciał. Ale nie chciał.

Czasami przed snem przypominają jej się fragmenty dzieciństwa, jakby takie dalekie, z oddali, jakby przeżył je kto inny. Piła wtedy kawę tylko zbożową. Dzieci nie piją dorosłej kawy z kofeiną - tak mówiła mama. Teraz mówi: pij herbatę, zdrowsza. Herbatę też w sumie lubi, po co się ograniczać?

Kawy z kofeiną po raz pierwszy spróbowała na studiach. Nauka, egzaminy i tak dalej. Potrzebne było wspomaganie. 


Nie lubi łączyć kawy z jedzeniem. Jedzenie to jedzenie, kawa to kawa - po co komplikować?

A jednak jej życie jest skomplikowane, mimo wszystko. Może więc potrzebne jej są pozory nad nim kontroli. Kontrola to wszystko, co możemy mieć z życia.

A co z cukrem? Cukier zabija - tak mówią. Mleko? Niezalecane. Co więc jest zalecane? Pewnie woda. Woda najdroższa jest na lotniskach, ale jej to nie obchodzi, bo nie lata. Twardo stąpa po ziemi. Niekiedy boi się, że aż zbyt twardo stąpa po tym niepewnym łez padole. W gruncie rzeczy wspomnieniem każdego poranka zawsze staje się... gorzka kawa.
Kopiowanie wierszy i opowiadań jest zabronione.
Wszelkie prawa zastrzeżone.